Majówka, majóweczka

Jest w tym miesiącu coś niezwykłego, być może za sprawą pierwszych słonecznych dni, niepodszytych w końcu mrozem. Nareszcie chce się chcieć! A mi, jako osobie, która chłonie motywacje zewnętrzne, taki stan rzeczy bardzo pasuje. No i to magiczne słowo: majówka!

Majówki ostatnich lat spędzałam na obczyźnie. Ha! Można pomyśleć, że taki dobrobyt u koleżanki! Ale uprzedzając te wizualizacje milionów monet i drinków z palemką, powiem, że było bardzo po studencku, po kosztach, jak na muzyka klasycznego przystało. Na konkursach w dodatku – żeby dopełnić obraz studenta, któremu chce się chcieć.

Jednego roku Włochy. Pierwsza podróż samolotem! Cóż to było za wydarzenie, no i ile frajdy! Ja w krótkich spodenkach, Włosi – w puchowych kurtkach (sic!), bo przecież 25 stopni na plusie to jeszcze zaawansowana zima. Zobaczyłam tętniące życiem Bari, urokliwą Barlettę, pachnące kwiatami Trani i hiszpańsko-brzmiącą miejscowość Francavilla Fontana. Temperament tubylców południowej części Włoch nie jest przekolorowaną opowiastką, oni naprawdę są nadpobudliwi i leniwi jednocześnie. Siesta jest świętością, a prawdziwe życie (czyli wielka impreza) zaczyna się po 22:00. Ponad rok później miałam okazję pobyć chwilę na północy kraju, no i to jest faktycznie zupełnie inna bajka.

Wracając do majóweczek, ostatnia była taka…

Austria

Spokojna, piękna, czysta, skrojona na miarę – Austria. To był niestety krótki pobyt, dosłownie wpadliśmy i wypadliśmy, nie było czasu nacieszyć się pięknem tego, co natura stworzyła. Ale za to w międzynarodowym gronie cieszyliśmy się muzyką. Pamiętam, że podczas tego konkursu po raz pierwszy obok kategorii profesjonalnych, były także kategorie amatorskie i dla zespołów ludowych. Akordeony, harmoszki, harmonijki we wszelkich konfiguracjach z radosnymi polkami, walczykami i pieśniami ludu. Niesamowite doświadczenie, dzięki któremu można nabrać nieco pokory wobec świata naturszczyków, którzy może nie dumają w uczelnianych ćwiczeniówkach, którą nutę zagrać głośniej, a którą ciszej, i jak zawibrować, a gdzie przyspieszyć, ale za to grają prosto z serca i wychodzi im to wspaniale.

W tym roku majówka spędzona już nie-konkursowo, ale równie sielsko, co na powyższym austriackim obrazku. Leżąca koleżanka na trawie, ze skrzypcami u boku, to ja, chwytająca słoneczne promienie. Pierwsze tegoroczne ładowanie naturalną witaminą D uważam za udane. Jak dobrze, że wiosna przychodzi niezależnie od człowieków!

Majówka, majóweczka

  • Majówka we Włoszech – fantastyczna sprawa:). Też kiedyś zostałam potraktowana prawie jak mors, kiedy to w drugiej połowie września przy przyjemnej temperaturze około 25 C kąpałam się szalona w Adriatyku. A każdy szanujący się Włoch chodził już w grubym sweterku i na plażę chodził najwyżej na spacer, a nie na opalanie i kąpiele:).

    • Ale zewsząd dochodzące „ciao bella” rewanżuje wszystko :D

      • To prawda. W tydzień można otrzymać tyle komplementów, co w Polsce w rok albo nawet dwa lata;).

  • ekłachok

    chyba się zakochałem…. *.*

  • Maj to najpiękniejszy miesiąc, piękna pogoda, wszystko rodzi się do życia i w końcu słoneczko! My w tym roku majówkę spędziliśmy w domu. Tydzień wcześniej, aby uniknąć „długoweekendowych” tłumów wybraliśmy się do Kozłówki. Fajnie, że masz okazję zwiedzać świat i przy tym rozwijać swoją pasję.

  • Świetny klimat zdjęć! Plus: kocham skrzypce, mimo że nigdy w życiu na nich nie grałam. Ale uważam, że najpiękniejsza muzyka jest grana właśnie na skrzypcach! Ciekawy pomysł na bloga! Powodzenia w dalszym pisaniu życzę! Na pewno będę zaglądać! :)Może kiedyś pojawi się jakaś notka muzyczna? Z plikiem audio do posłuchania?

  • W tym roku maj rozpoczął się przepięknie. Co prawda, u mnie pogoda w samą majówkę nie była jakaś super, ale już ten tydzień po weekendzie cudny :) Kocham taką pogodę!