Świadomy rodzic: 4 mity o pracy z instrumentem

Dzisiaj wcielę się w rolę mentora i wejdę z buciorami w cudze życie. Jak to jest, kiedy pod jednym dachem zamieszka pragnienie muzyki i rodzicielska nieświadomość? Oto 4 mity o pracy z instrumentem, które warto rozgryźć już na samym początku. 

1. Jeśli gra na instrumencie przynosi dziecku dużo frajdy i podobają mu się lekcje, to ćwiczenie w domu też będzie sprawiało mu masę przyjemności

Daj, Boże! Ale jak to w życiu bywa, pierwsze zauroczenie mija w ekspresowym tempie. Nauczyciel robi co może, żmudnym ćwiczeniom nadaje wesołe tytuły, a w zeszycie pisze kolorowymi flamastrami***. Wszystko po to, żeby jak najwięcej zabawy było w tej muzycznej bajce, w pierwszych latach nauki. Ale z reguły dzieciaki to niecierpliwe istoty, liczące na natychmiastowe efekty. Nie przeskoczymy faktu, że ćwiczenie gry na instrumencie to ciężka praca, a praca nie zawsze jest zabawą.

2. Dziecię będzie ćwiczyć samo z siebie, bez proszenia

Dajcie mi takie dziecię! Oczywistą rzeczą jest, że możemy je w końcu nauczyć pracy samodzielnej, ale nikt się z tym nie rodzi. Poza tym, codzienne powtarzanie gam w tę i z powrotem jest jak… mycie zębów czy wyrzucanie śmieci. Ileż się trzeba o te obowiązki naprosić – wie ten, kto ma do czynienia z małymi upartymi stworzeniami.

3. Szkoda czasu na uprzyjemnianie pracy z instrumentem na siłę, bądźmy poważnymi ludźmi

Rodzicu, współpracuj z nauczycielem i podążaj za swoją pociechą. Bądź motywatorem, powygłupiaj się, sam spróbuj coś zagrać. Wykorzystaj ten czas jako wzmacnianie pozytywnej relacji z dzieckiem. Zaprzyjaźnij się w pierwszej kolejności sam ze sobą, a później wejdź w bliskie relacje z metodą tzw. śnieżnej kuli, gdzie raz włożony wysiłek przynosi później wiele efektów!

4. Hit hitów wśród mitów: sam stwierdzę i ocenię, czy moje dziecko ma talent muzyczny.

Większość dzieciaków posiada wrodzone predyspozycje muzyczne. Umuzykalniajmy, pozwólmy próbować wszystkich dźwięków otoczenia, śpiewajmy (albo przynajmniej pozwólmy śpiewać) i zostawmy ostateczny werdykt specjalistom. I nawet nie próbuj rzucić przy rodzinnym stole niewinnego „a naszej Zuzi, to słoń na ucho nadepnął”.

***przynajmniej ja tak praktykuję ;)

  • Jak mój Syn miał 3,5 roku zaczęliśmy naukę gry na skrzypcach metodą Suzuki. Byłam zachwycona, przede wszystkim talentem osoby prowadzącej do zabawiania i motywowania malucha, żeby próbował. Robił postępy! Niestety musieliśmy przerwać zajęcia, a bardzo żałuję. Mimo, że w naszej rodzinie wszyscy są muzycznymi antytalentami (albo po prostu nikt nie zadbał o naszą muzyczną edukację), to bardzo bym chciała, aby wrócił do tych zajęć, tym bardziej, że sam bardzo miło je wspomina. Ja z kolei wspominam najbardziej jak trudno było mi w domu zachęcić go do ćwiczeń. Rodzica taka nauka kosztuje też wiele pracy i wysiłku. No i sama musiałam nauczyć się prostej melodii i zagrać koncert dla dzieci :)